instagram google+ bloglovin

  • Home
  • O mnie
  • Lifestyle
    • Zdrowie
    • Kuchnia
    • Home decor
    • Kobieta pracująca
  • Beauty
    • Pielęgnacja
    • Uroda
    • Recenzje kosmetyków
  • Kontakt



W dzisiejszym poście podzielę się z Wami recenzją kremu, który zakupiłam w aptece zupełnie przypadkowo, ok dwa miesiące temu, będąc pod wpływem bardzo pozytywnej opinii na jego temat. Do apteki przyszłam w nadziei, że uda mi się wreszcie dostać krem marki SVR Sebiaclear Mat+Pores - moje wiosenno - letnie must have (krem ten świetnie nadaje się na gorące miesiące, dobrze matuje skórę i wygładza rozszerzone pory idealnie przy tym ją nawilżając, niestety nabycie go w drogeriach/aptekach stacjonarnych graniczy wręcz z cudem). Oczywiście mojego ulubieńca nie było. Pani magister natychmiast podchwyciła temat widząc moje rozczarowanie. Okazało się, że kosmetyki apteczne to jej konik ;) Na temat marki Lierac chyba mogłaby napisać cały poemat. Ostatecznie, po bardzo długiej rozmowie, będąc pod jej przeuroczym wpływem kupiłam krem Lierac HYDRAGENIST NUTRIBAUME NOURRISSANT SOS OXYGENANT REPULPANT - odżywczy balsam dotleniający kuracja S.O.S. 

Co nam obiecuje producent?

Producent twierdzi, że produkt intensywnie regeneruje skórę, wygładza zmarszczki i drobne linie, nie zatyka porów. Skoncentrowany 11% KOMPLEKS HYDRA 02  - biomimetyczny tlen (białka biomimetyczne używane w kosmetyce naśladują naturalnie obecne w naszej skórze aminopeptydy, które tracimy wraz z wiekiem), ekstrakt z liści ambiaty (rośliny występującej na Madagaskarze o wysokiej zawartości fenoli, czyli związków o działaniu regenerującym i ochronnym) i wysokocząsteczkowy kwas hialuronowy, kompleks witamin i minerałów oraz oleo ekstrakty z dzikiej róży i róży chilijskiej bogate w kwasy omega 3, 6, 9 - wszystkie te składniki dają skórze prawdziwą odżywczą kąpiel. Bogata, aktywna konsystencja z masłem shea sprawia, że balsam jest idealny dla pozbawionej komfortu, przesuszonej skóry, tworząc dodatkowo naturalny film ochronny. Nie zawiera parabenów. 


Opakowanie

Krem zamknięty jest w uroczym i eleganckim szklanym słoiczku o pojemności 50 ml. Jego ważność to 3 miesiące od otwarcia. Świadczy to o świetnym składzie.

Konsystencja

Krem ma lekko gęstawą konsystencję, jednak przy zetknięciu ze skórą pięknie się rozprowadza i natychmiast wchłania zostawiając na niej lekki, nietłusty film.

Działanie

Wygładzające, wypełniające, odżywcze, regenerujące, przeciwzmarszczkowe. 

Efekty

Po ok dwóch miesiącach codziennego stosowania (1x dziennie) widzę efekty, które obiecuje producent. Krem idealnie nadaje się pod chyba każdy podkład, nie roluje się ani nie waży - dlatego zajął honorowe miejsce w mojej porannej pielęgnacji. Na niego stosuję oczywiście filtr SPF 50, który jest nieco tłusty, jednak dzięki Lierac po całym dniu skóra jest nawilżona, ale nigdy nie tłusta. Dla upewnienia się, że to jemu zawdzięczam dobre "trzymanie się" podkładu, przez kilka dni używałam inny, również nietłusty krem (Dermedic) + oczywiście wspomniany wcześniej filtr - efekt nie był zadowalający, co więcej po powrocie do domu marzyłam o tym by jak najszybciej umyć buzię. To pokazuje, że najważniejsze jest wcześniejsze przygotowanie skóry i nie ma znaczenia, że kolejne warstwy są nieco "treściwsze". Dodam jeszcze, że w momencie, gdy nabyłam krem Lierac, jednocześnie w porannej rutynie zrezygnowałam z mojego dotychczasowego ulubieńca serum It'S SKIN Power 10 Formula LI Effector, o którym możecie przeczytać tutaj klik. Zawsze, gdy testuję nowy kosmetyk nie łączę go z "ulubieńcami" - wtedy mogę sprawdzić jego możliwości w 100%, bez ryzyka przekłamania :)

Koszt

Można go nabyć za cenę mieszczącą się w przedziale 110,00 - 130,00 zł (przez Internet oczywiście taniej).

Podsumowanie

Podsumowując - chciałam zakupić krem, który używam w sezonie wiosenno - letnim od kilku lat, krem który nawilża, matuje i niweluje rozszerzone pory (które niestety mam i które w okresie letnim są najbardziej widoczne, a z którymi w tym czasie tylko SVR sobie jakoś radzi). Poszłam po SVR, a wyszłam z Lierac. I mimo, że jeden z drugim niewiele ma wspólnego - to nie żałuję :) Jestem z niego bardzo zadowolona, i chociaż pory nadal są widoczne (nikt nie mówił, że znikną), buzia jest świetnie wygładzona, nawilżona i po prostu mięciutka ;) A do tego ten cudowny zapach wody różanej, gardenii i jaśminu.. Lierac w mojej porannej pielęgnacji zostanie na dłużej, a ja oczywiście zakupię też SVR, który tym razem znajdzie miejsce w mojej pielęgnacji wieczornej.



Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze



Od razu na wstępie zaznaczę, że WARTO.

Jeżeli wiele razy słyszałaś o koreańskiej pielęgnacji, ale nigdy nie zagłębiłaś się w ten temat, z różnych powodów nie miałaś okazji lub ochoty czytać książki Charlotte Cho, ale ciekawi Cię o co ten cały szum - ten post jest właśnie dla Ciebie. Być może zachęcę Cię do jej wypróbowania, a wtedy gwarantuję - nie wrócisz już do swoich starych nawyków.

Czym jest koreańska pielęgnacja?

Nazwa wskazuje jednoznacznie na jej pochodzenie, jednak zarówno Chińczykom, jak i Japończykom jest ona równie bliska. Sama osobiście znam lub słyszałam o Chinkach (tych mieszkających w Polsce) stosujących tą pielęgnację.
Chyba Koreańczycy mają większego bzika na jej punkcie - i celowo nie piszę Koreanki a Koreańczycy, bowiem w ich rodzinnym kraju od wieków panuje kult pięknej skóry zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet.
Tam nawet pracodawcy w trosce o skórę swoich pracowników ;) zapewniają im odpowiednie nawilżacze powietrza, mgiełki itp. Taką mają kulturę - wszystko kręci się wokół zdrowego ciała i pięknej skóry.
To po prostu musi działać skoro oni wszyscy tak idealnie wyglądają. Jak żyję nie widziałam jeszcze Koreańczyka/Koreanki z trądzikiem czy głębokimi zmarszczkami.
Ale do rzeczy...

Pielęgnacja koreańska to pielęgnacja wieloetapowa z użyciem odpowiednio dobranych, o jak najlepszym składzie kosmetyków.
To tak w bardzo dużym skrócie.

Koreańska pielęgnacja step by step





1. Oczyszczanie.

Oczyszczanie to najważniejszy punkt tego rodzaju pielęgnacji. Po całym dniu w porach skóry znajdziemy sebum zmieszane z kurzem i brudem z ulicznego powietrza. Brzmi obrzydliwie, ale pomyśl jak jest obrzydliwie kiedy byle jak umyjesz swoją buzię.
Są różne rodzaje trądziku: trądzik hormonalny, trądzik powstały na skutek zbyt dużej ilości mleka i nabiału w diecie, ale jest też trądzik z brudu. Osobiście znałam kiedyś dziewczynę, która walczyła z trądzikiem na wszelkie sposoby, wydawała mnóstwo pieniędzy na kosmetyki apteczne, poddała się nawet peelingowi chemicznemu. Wszystko owszem, dawało efekty - ale na krótko. Wystarczyło, że po imprezie lub ciężkim dniu zasnęła w makijażu - i wysyp gotowy. To jest dopiero obrzydliwość. Najgorsze jest to, że zdawała sobie sprawę, co jest przyczyną jej trądziku - zabrakło samodyscypliny i konsekwencji w działaniu.
Na podsumowanie tego punktu zaznaczę, że nie można oczyścić skóry myjąc ją tylko jeden raz. Dwa razy to jest minimum. Oczyszczanie to także peelingi - enzymatyczne, z drobinkami itp. - w zależności od rodzaju i potrzeb skóry - kilka razy w tygodniu.

2. Tonizowanie.

Do momentu, aż poznałam sekrety koreańskiej pielęgnacji, w mojej łazience nie było miejsca na żadne toniki. Traktowałam je jako zbędny wydatek.
Myliłam się bardzo. Nałożyć krem na suchą, tylko umytą buzię to tak jak próbować namydlić suchą gąbkę bez uprzedniego użycia wody. Odpowiednio dobrany, odżywczy tonik nawilży skórę i przywróci jej właściwe ph.

3. Esencja/serum.

Niestety w Polsce bardzo trudno zdobyć esencję, nawet dystrybutorzy korańskich kosmetyków bardzo rzadko je mają w swojej ofercie. A szkoda, bo esencja to serce koreańskiego rytuału pielęgnacyjnego. Jest niczym innym jak wodnistą esencją uzyskaną z określonych składników, głęboko wnikającą w skórę i doskonale ją nawilżającą. W związku z niemożliwością zakupu esencji, w mojej pielęgnacji punktem 3 jest serum marki It's Skin, którego recenzję znajdziecie tutaj klik.

KOLEJNE PUNKTY ZALEŻĄ OD PORY DNIA 

W PRZYPADKU PORANNEJ PIELĘGNACJI:

4. Krem pod oczy.
5. Krem nawilżający.
6. Filtr przeciwsłoneczny.
7. Opcjonalnie podkład.


Latem wszystkie produkty od punktu 4 do 7 zamieniam na jeden, mój ulubiony kosmetyk w tym okresie - krem BB marki Missha.


W PRZYPADKU WIECZORNEJ PIELĘGNACJI:


4. Maseczka w płachcie (po jej zdjęciu nie zmywając buzi przechodzimy do kolejnego punktu).
5. Krem nawilżający, przeciwzmarszczkowy (o cięższej konsystencji).
6. Opcjonalnie olejek np. genialny Inca Inchi.


Zamiast tych wszystkich produktów, gdy np. padamy ze zmęczenia, albo nie mamy ochoty na leżenie w maseczce, na noc możemy użyć skoncentrowanej maski typu sleeping pack. Zastąpi nam i maseczkę i krem nawilżający. Jest to idealne rozwiązanie i dla tych przepracowanych i również dla pielęgnacyjnych leniuszków ;)


Jedno jest pewne - żeby stosować koreańską pielęgnację wcale nie musisz spędzać wielu godzin w łazience.
To od Ciebie zależy ile czasu zajmie Ci poranna rutyna, a ile wieczorna.
Rankiem, kiedy wstaję w ostatniej chwili, a mój budzik dzwonił już 6 razy (niestety tyle właśnie budzików muszę mieć nastawionych, żeby w końcu zwlec się z łóżka) nie mam czasu, żeby godzinę spędzić w łazience. Wszystko mam tak zaplanowane, że po nałożeniu serum i kremu idę się ubierać (nie czekam bezczynnie, aż kosmetyki się wchłoną jak to ma miejsce wieczorem, kiedy mam czas). Później mogę od razu zrobić makijaż.

Taką pielęgnację stosuję dokładnie od stycznia 2017, kiedy to w moje ręce wpadła książka Charlotte Cho - spróbowałam, zafascynowała mnie bezgranicznie i nie wyobrażam sobie jej zmieniać.
Wtedy mój osobisty mąż już po kilku dniach powiedział - uwaga cytuję: "coś ci się ostatnio buzia wygładziła". 
Dodam, że w tamtym okresie nie był jedyną osobą, od której usłyszałam podobne słowa. 

Koreańska pielęgnacja nauczyła mnie bardzo ważnej rzeczy, z którą do tej pory miałam problem - SYSTEMATYCZNOŚCI. Akurat w kwestii pielęgnacji jest równie ważna jak oczyszczanie. Bez niej nic nie ma sensu.

A Wy co myślicie o pielęgnacji tym sposobem? Uważacie, że to strata czasu?
Dajcie znać w komentarzu. 


Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze



Skuszona świetną marką, dobrym składem i bardzo dobrymi recenzjami serum It'S SKIN Power 10 Formula LI Effector na wizażu, postanowiłam wypróbować je na własnej skórze.

Jestem (nieszczęśliwą) posiadaczką cery wrażliwej, skłonnej do niedoskonałości, z licznymi przebarwieniami pigmentacyjnymi. Zamówiłam kosmetyk na Allegro u polskiego dystrybutora kosmetyków koreańskich, u którego regularnie od ponad roku robię moje "koreańskie" zakupy.
Jak dotąd wszystkie kosmetyki zakupione w tym sklepie były co najmniej dobre, a niektóre nawet genialne.

Wyciągnęłam z tego taki wniosek, że firma bubli nie sprowadza. 

Co nam obiecuje producent?


Serum polecane jest w codziennej pielęgnacji cery wrażliwej, trądzikowej lub naczynkowej.
Według producenta kosmetyk ma działanie łagodząco - rozjaśniające, zapewnia optymalne nawilżenie naskórka, a dzięki zawartości wyciągu z korzenia lukrecji, świetnie nadaje się do pielęgnacji cery wrażliwej. Wykazuje działanie antyseptyczne, przeciwzapalne oraz kojące. Łagodzi przebieg stanów zapalnych oraz przyspiesza proces ich gojenia. Redukuje zaczerwienienia oraz zmniejsza widoczność rozszerzonych naczynek. Wyciąg z korzenia lukrecji działa również depigmentacyjnie, dzięki czemu rozjaśnia istniejące przebarwienia oraz przeciwdziała pojawianiu się nowych. Został stworzony również z myślą o alergikach (formuła hipoalergiczna, bez silikonów).

Opakowanie

Serum zamknięte jest w szklanej buteleczce (o pojemności 30 ml) z pipetką.
Buteleczka jest bardzo przyjemna dla oka i wygodna w użyciu. 

Konsystencja

Skoncentrowany, lekko żelowy, przezroczysty krem wodny. Skóra wchłania go natychmiast niczym wyschnięta gąbka wodę, dzięki temu w kilka chwil jest gotowa na przyjęcie kolejnych, cięższych kosmetyków.

Działanie


Nawilżające, łagodzące, przeciwzapalne, wybielające / rozjaśniające, redukujące zaczerwienienia.

Efekty

Już po pierwszym użyciu kosmetyku (akurat to był mój wieczorny rytuał), rano zauważyłam, że buzia wygląda na wypoczętą, wygładzoną i lekko rozjaśnioną. Byłam naprawdę zadowolona.
Od tego czasu serum jest nieodłącznym i bardzo ważnym elementem mojej codziennej porannej i wieczornej rutyny. Wszystko, co deklaruje producent u mnie się potwierdziło.
Po dłuższym stosowaniu stwierdzam, że przebarwienia nie znikają, ale jeśli mam być szczera wcale tego nie oczekiwałam. Serum kupiłam właśnie z myślą o uzyskaniu efektu rozświetlenia / rozjaśnienia.
Bardzo możliwe, że poradzi sobie z bledszymi przebarwieniami. Moje są typowo hormonalne i pomóc może jedynie peeling chemiczny.
W tej chwili zaczęłam już drugą buteleczkę. Nie stosowałam jego jedynie przez kilka dni, kiedy oczekiwałam na przesyłkę z moim zamówieniem. Wtedy zauważyłam natychmiastowe pogorszenie cery. Była szara, zmęczona, nijaka, pojawiły się też niedoskonałości (które przy regularnym stosowaniu już przestały mnie nękać). 

Koszt

Można je nabyć za cenę mieszczącą się w przedziale 62 - 69 zł (nie wliczając kosztów przesyłki).

Podsumowanie

TAK! TAK! i jeszcze raz TAAK!
Serum It'S SKIN Power 10 Formula LI Effector oceniam jako GENIALNE i chyba już nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji bez jego udziału.
Uzależniona jestem i ja i moja skóra.
Zdecydowanie warte jest swojej ceny.
Z czystym sumieniem POLECAM ;)



Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze


Wbrew pozorom zabieg przedłużania rzęs nie niszczy naturalnych rzęs (może je natomiast osłabić), one i tak wciąż wypadają, a na ich miejsce wyrastają nowe. Żywotność rzęs wynosi od 100 do 150 dni. Na górnej powiece mamy od 150 do 250 rzęs, natomiast na dolnej od 50 do 150. Przedłużenie zajmuje ok. 2h, uzupełnienie ok. 1h.
Rzęsy potrafią utrzymać się nawet do 4 tygodni, w zależności od tego w jakiej fazie wzrostu był nasz naturalny włosek w chwili przeprowadzenia zabiegu oraz jak je będziemy pielęgnować.

Istnieją różne metody przedłużania rzęs, są to:
  • 1:1
  • 2:1
  • 3:1
Oznaczają one ilość sztucznych rzęs doklejanych do jednej naturalnej.
Ja osobiście preferuję pierwszą metodę, ponieważ daje ona najbardziej delikatny i naturalny efekt nie obciążając przy tym naturalnego włoska.

Istnieją także różne rodzaje rzęs:

  • jedwabne (są najbardziej lśniące ze wszystkich rodzajów rzęs, a także najłatwiejsze w rozczesywaniu, lżejsze i cieńsze od rzęs czysto syntetycznych)
  • syntetyczne (najczęściej produkowane z poliestru lub silikonu)
  • z norek syberyjskich (powodują najbardziej naturalny, lekki i jednocześnie wyrazisty efekt, są najtrwalsze).
Przedłużone rzęsy w niczym nie przeszkadzają, śmiało można z nimi pływać czy opalać się.
Jeżeli lubicie spać na brzuchu należy na nie uważać, a najlepiej całkowicie zrezygnować z takiej pozycji.
Bezwzględnie zabronione jest tarcie oka, gdyż możemy zrobić sobie krzywdę.

Jeżeli nosimy soczewki, przed zabiegiem należy je zdjąć, natomiast 24 h po zabiegu należy powstrzymać się od:

  • solarium
  • gorących kąpieli (para wodna będzie skraplać się i osiadać na rzęsach, a tym samym osłabiać jeszcze niedoschnięty klej).
Należy unikać zamoczenia ich w tym czasie. 


W kwestii pielęgnacji całkowicie niewskazane jest: stosowanie tłustych kremów, używanie płynów czy mleczek do demakijażu na bazie olejów (najlepiej jak na opakowaniu widnieje informacja "oil free", wtedy mamy pewność, że po wieczornym demakijażu nie zostaniemy bez rzęs ;-)
Ogólnie rzecz biorąc nie powinno się ich przemywać wacikiem (a przedłużanych rzęs nie tuszujemy), wystarczy, że delikatnie zmyjemy korektor czy cienie omijając ich linię. Do tego celu używam nawilżanych chusteczek dla niemowląt - moje oczy nie tolerują żadnych mleczek czy płynów micelarnych (które nota bene w większości zawierają jakieś olejki).

Rzęski należy codziennie przeczesywać specjalną szczoteczką, którą powinnyście otrzymać na pierwszej wizycie u stylistki. Ja dodatkowo moczę ją pod bieżącą wodą i dopiero wtedy przeczesuję rzęsy. Czynność tą powtarzam po min. dwa razy na każde oko. Służy to oczywiście oczyszczeniu włosków z różnego rodzaju pyłków, kurzu i brudu.

Istnieje przekonanie, że rzęsy należy zdjąć po ok pół roku. To jest absolutna bzdura. Każde włoski reagują inaczej. Ja jestem przykładem tego, że można nosić je nieprzerwanie przez bardzo długi czas, bowiem uzupełniam je regularnie (co 2-3 tygodnie) od ponad 4 lat! 

Jeśli przy uzupełnieniu stylistka zauważy ich ewentualne osłabienie powinna poinformować o tym klientkę. Ja mam takie szczęście, że moja stylistka zawsze mi mówi w jakim stanie są moje rzęsy. Jeżeli mają gorszy okres trzeba użyć lżejszych, krótszych i cieńszych włosków, aby nie obciążyć swoich własnych. Wtedy też można zaopatrzyć się w odpowiednią odżywkę (np. RevitaLash). Ja nigdy jej nie stosowałam.

Oczywiste jest, że gdybym teraz nagle zrezygnowała z przedłużania rzęs - przeżyłabym szok i wszyscy dookoła zapewne również. Skoro przez 4 lata codziennie w lustrze widzę piękne, długie rzęsy i nagle zobaczyłabym siebie w moich krótkich -  oczy wydałyby mi się "łyse".

Moim zdaniem wszystko zależy od stylistki. To musi być sprawdzona osoba, taka

  • której ufasz,
  • która zawsze rzetelnie, w sterylnych warunkach wykona swoją pracę,
  • która monitoruje stan Twoich naturalnych włosków i za każdym razem zastanowi się trzy razy zanim dobierze grubość syntetycznej rzęsy,
  • i wreszcie - która powie Ci STOP jeżeli zauważy, że za miesiąc może nie być do czego przykleić sztucznej rzęsy.

Przedłużane rzęsy wcale nie muszą wyglądać sztucznie, wręcz przeciwnie - odpowiednio dobrane dodadzą nam tylko wdzięku.
Latem, gdy nasza skóra jest muśnięta słońcem - na co dzień wystarczy jedynie krem BB z wysokim filtrem, róż, błyszczyk i jesteśmy gotowe do wyjścia.
Dzięki nim mamy więcej czasu dla siebie i zawsze wyglądamy pięknie, nawet kiedy śpimy ;-) Same plusy!  





                                   
 



Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze




Piękne i długie rzęsy to prawdziwy atut każdej kobiety, dlatego Dziewczyny - nigdy w życiu nie niszczcie ich zalotką! Mechanizm zalotki trwale uszkadza rzęsy, bezpowrotnie odbiera im blask i witalność. 
Trwałe podkręcanie rzęs na Zachodzie zdobywa coraz większa popularność, chociaż wciąż uchodzi za nowość na rynku kosmetycznym. Zabieg ten jest przeznaczony dla kobiet, które nie są zadowolone ze swych prostych, krótkich rzęs. Podobnie jak w przypadku włosów, trwała ondulacja rzęs polega na trwałym kształtowaniu, podkręceniu rzęs przy użyciu profesjonalnych preparatów. Jednak są one delikatniejsze i bezpieczniejsze dla oczu.

Na przyklejone do specjalnego wałeczka rzęsy górnej powieki nanosi się płyn ondulujący, a następnie utrwala. Zyskuje się przez to nie tylko efekt powiększonego oka, ale i również optyczne wydłużenie samych rzęs. Rzęsy po zabiegu można normalnie malować tuszem jak również zrobić hennę. Dla wzmocnienia efektu, można dokleić dodatkowe kępki rzęs.

Efektem zabiegu jest trwałe wymodelowanie rzęs, które utrzymuje się przez okres około dwóch miesięcy (okres naturalnej, fizjologicznej wymiany części włosków). Po zabiegu rzęsy nie wymagają specjalnego traktowania. Minusem ondulacji rzęs jest lekkie zniszczenie struktury włosków. Użycie trwałej jest związane z zastosowaniem substancji chemicznych, które w pewnym stopniu niszczą naturalnie rosnące włoski.

Jaka jest różnica między trwałą ondulacją rzęs a użyciem zalotki?

Otóż zalotka mechanicznie niszczy nam rzęsy. Podczas nadawania rzęsom kształtu za pomocą zalotki można łatwo je pozaginać lub nawet połamać, a efekt podkręcenia jest krótkotrwały (jeśli chcemy go utrzymać, czynność należy powtarzać codziennie).
Podczas zabiegu trwałej pierwszy żel zmienia strukturę i otwiera łuski rzęs, a żel drugi zamyka strukturę rzęs w nowym kształcie. Efekt zabiegu utrzymuje się znacznie dłużej, a zabieg niszczy włoski w nieznacznym stopniu.

Dlaczego zabieg może się nie udać?

  1. Włoski nie są podatne na preparaty.
  2. Wybrano zły rozmiar wałeczka.
  3. Nałożono za małą ilość żelu.
 Przeciwwskazania
  • alergia
  • stan zapalny oczu
  • choroby zakaźne
  • świeża plastyka powiek
  • niedomykalność powiek
  • sztuczne rzęsy
  • oczy wyczulone na dotyk
  • wrażliwa skóra okolicy oczu
  • słabe rzęsy
  • przebyta operacja okulistyczna
  • w trakcie zabiegu nie można mieć założonych soczewek.
 
 Jak przebiega zabieg? Opis step by step


  1. Demakijaż oczu i oprawy.
  2. Odtłuszczenie rzęs solą fizjologiczną .
  3. Przeczesanie rzęs szczoteczką.
  4. Wybranie odpowiedniej wielkości wałeczków.
  5. Nagięcie wałeczków do kształtu oka.
  6. Nałożenie wałeczków na powieki.
  7. Doklejenie wałeczków do powieki.
  8. Dociśnięcie rzęs do wałeczków za pomocą patyczków.
  9. Ewentualnie odklejenie przyklejonych dolnych rzęs za pomocą odciągnięcia dolnej powieki.
  10. Jeżeli rzęsy nie trzymają się, można przymocować je używając kleju do rzęs.
  11. Nałożenie żelu nr 1 za pomocą pędzelka na 10 min.
  12. Osuszenie wałeczka płatkiem kosmetycznym
  13. Nałożenie żelu nr 2 na 10 min.
  14. Osuszenie wałeczka płatkiem kosmetycznym.
  15. Zmycie wodą lub Removerem kleju z rzęs.
  16. Usunięcie wilgotnym wacikiem wałeczków z rzęs.
Cały zabieg w sumie trwa ok 45 min., a jego koszt kształtuje się w granicach 100 zł.
Jeśli mam być szczera - nie jestem fanką trwałej ondulacji rzęs, ale tylko dlatego, że nie dają oczywiście tego efektu, co zabieg przedłużania, zagęszczania rzęs.

Osobiście przedłużam rzęsy regularnie od kilku lat i nie widzę, żeby były jakieś specjalnie zniszczone - ale o tym już opowiem w następnym poście :)







Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze




Wypielęgnowane i wyregulowane brwi to najpiękniejsza oprawa oczu. Oprócz swej biologicznej funkcji - ochrony oka przed kurzem, brudem i potem - brwi dodają twarzy wyrazistości, a spojrzeniu głębi. Są przeważnie najbardziej widocznym elementem twarzy ze względu na położenie, gęstość i barwę. Istotne jest więc, aby nadać im odpowiedni kształt, który wyeksponuje oczy. Brwi powinny być dopasowane do kształtu twarzy, ale także powinny zachować swoją pierwotną linię. 





Dobieramy kształt brwi do twarzy:

  1. Twarz owalna - owal jest uznawany za idealny kształt twarzy, możemy zostawić naturalny rysunek brwi, jeśli układa się on w kształt łuku (niemal półokręgu). Powinny być cieńsze na końcach.
  2. Twarz trójkątna - szerokie czoło wyda się węższe, jeśli odpowiednio wymodelujemy brwi. Na końcach powinny unosić się lekko ku górze.
  3. Twarz podłużna - najlepsze są szerokie brwi, wygięte w delikatny łuk. Powinny być niemal proste, ale na końcach jednak lekko muszą opadać w dół.
  4. Twarz okrągła - najlepsze są brwi o kształcie lekkiego trójkąta (nigdy okrągłe!), ponieważ optycznie nieco wydłużają buzię.
  5. Twarz kwadratowa - łuki brwiowe powinny być nieco zaokrąglone, zaczynać się grubą kreską i na końcach przechodzić w cieńszą. 
  6. Twarz sercowata - brwi powinny przybrać kształt tzw. "mewek", czyli być wygięte w 2/3 długości i opadać w dół. Końcówka brwi może być dłuższa.

Korekta brwi krok po kroku:

  1. Wybieramy właściwy czas na zabieg. Najlepiej jeśli wybierzemy się do kosmetyczki lub wykonamy go same ok. godz. 14.00 (wczesnym popołudniem skóra jest najbardziej wytrzymała na ból).
  2. Przed domową regulacją brwi przykładamy do nich kostkę lodu. Dzięki temu naczynka krwionośne się obkurczą i ból nie będzie tak intensywny.
  3. Rozczesujemy brwi szczoteczką - włoski ułożą się odpowiednio i będziemy wiedziały, które są zbędne.
  4. Naciągamy skórę między dwoma palcami (kciukiem i środkowym) i wyrywamy włoski przy samej skórze zgodnie z kierunkiem ich wzrostu, zaczynając od zewnętrznej części łuku brwiowego a kończąc wewnątrz kąta oka. Ruch wyrywania powinien być precyzyjny i szybki by zapobiec złamaniu włoska i aby wyrwać go z cebulką. Im ruchy są szybsze tym mniejszy ból odczujemy. 
  5. Nie należy pozostawiać zbyt dużo miejsca między brwiami. Linia ta nie powinna przekraczać 1,5 cm. Większe odległości mogą spowodować, że nos...wyda się większy :)
  6. Unikajmy wyrywania brwi nad ich naturalną linią - tylko wtedy rezultat będzie naturalny i proporcjonalny. 

Jeśli nasze naturalne brwi są krótkie lub włoski są za rzadkie, możemy podkreślić je np. kredką. Ciemne i grube brwi mogą wyglądać na zbyt ciężkie, najlepiej jak będą się komponować z barwą włosów i cery. Odcień powinien być o jeden ton ciemniejszy od naturalnego koloru włosów. Jedynie blondynki i siwe panie mogą pozwolić sobie na jeszcze jeden ton więcej.


Kilka sposobów na ładne brwi:

  1. Nie rysujmy długich kresek, tylko krótkie, urywane i cienkie. Rysujemy je zawsze w kierunku zewnętrznym i nie przeciągamy ich poza linię brwi (jednak nie malujmy ich "pod linijkę", bo będą wyglądały nienaturalnie). Rozczesujemy brwi szczoteczką.
  2. Blondynkom lub rudzielcom o jasnych, cienkich brwiach polecam malowanie brwi cieniem do powiek w delikatnej tonacji brązu lub szarości (cień nabieramy na twardy, skośnie przycięty pędzelek, otrzepujemy by nie nabrało się go zbyt dużo i nanosimy na brwi).
  3. Pomalujmy je tuszem do rzęs - nadaje on brwiom ładny kształt i wygląda naturalnie. Zanim przystąpimy do ich malowania, szczoteczkę z nabranym tuszem wycieramy w chusteczkę, tak, aby tuszu nie było zbyt dużo. Do takiego malowania najlepiej nadaje się tusz na wykończeniu lub lekko wyschnięty. 
  4. Malujemy brwi bezbarwnym żelem lub odżywką do rzęs. Ten sposób jest dobry dla kobiet o gęstych i czarnych brwiach, których nie trzeba pogrubiać i przyciemniać. Żel rozprowadzamy szczoteczką, a jego pozostałość wcieramy palcem w brwi w kierunku zewnętrznym. Świetny efekt uzyskamy spryskując lakierem do włosów szczoteczkę do zębów i przetrzemy nią brwi w kierunku zewnętrznym. Będą efektownie błyszczeć :)
  5. Możemy je ufarbować - zaoszczędzimy wtedy czas na ich codzienny makijaż.
  6. Możemy także zafundować sobie tatuaż roślinnym pigmentem w gabinecie kosmetycznym. Metoda wprowadzania pigmentu pomiędzy włoski w brwiach polecana jest osobom o rzadkich, cienkich i jasnych brwiach. Zabieg wykonuje się specjalnym aparatem do akupunktury przy znieczuleniu miejscowym, gdyż wytatuowanie jednego włoska wymaga kilkukrotnego ukłucia skory igłą. Pigment roślinny jest z czasem absorbowany przez skórę i po dwóch latach należałoby wykonać powtórny tatuaż. 
  7. Metoda idealna dla tlenionych blondynek - rozjaśnienie brwi. By zniwelować kontrast między ciemnymi brwiami a jasnymi włosami, używamy specjalnego preparatu do ich rozjaśnienia. Najlepiej będzie jeśli zrobi to profesjonalista - kosmetyczka lub fryzjerka. Nie radzę eksperymentowania w domu - niestety mógłby wyjść niepożądany efekt ;) 


  
Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze
Older Posts

promujblogapl

promujbloga.pl

About me

Witaj na moim blogu, mam nadzieję, że dłużej tu zostaniesz :)
Mam na imię Sylwia. Jestem mamą 10 - letniego Jakuba. Z wykształcenia jestem technikiem usług kosmetycznych oraz certyfikowaną linergistką. Chyba zawsze we mnie było zamiłowanie do pielęgnacji, kosmetyków, makijażu i wszystkiego co tylko może sprawić, że kobieta poczuje się bosko we własnej skórze. Interesuję się również aranżacją wnętrz i zdrową kuchnią, której tajniki wciąż zgłębiam. Uwielbiam czytać kryminały. Moje motto życiowe: Żyj chwilą/carpe diem/.

Follow Me

  • google+
  • instagram
  • bloglovin

Mój Instagram

Translate

Labels

  • Beauty
  • Lifestyle

recent posts

Blog Archive

  • czerwca 2018 (3)
  • marca 2018 (1)
  • lutego 2018 (7)
  • stycznia 2018 (1)
  • czerwca 2015 (1)
  • maja 2015 (1)
  • kwietnia 2015 (1)
  • marca 2015 (3)
Instagram Google+ Bloglovin

Created with by BeautyTemplates | Distributed by Blogger